niedziela, 19 maja 2013

Rozdział 6

Jeeej dziękuję za 13 komentarzy <3 Jesteście niesamowici. Nie przedłużając, zapraszam do rozdziału.

Rano obudziłem się cały spocony. Amber przy mnie nie było, może to i lepiej. Wyglądałem, jak spocona świnia. Skąd to porównanie? Moja twarz była opuchnięta i cała czerwona. Dotknąłem rękoma szyi. Była nabrzmiała  i strasznie obolała. Chciałem zawołać mamę, ale z trudem dałem radę otworzyć buzię. Toteż wstałem z łóżka, lekko chwiejąc się. Czułem, jak z każdym krokiem bardziej kręci mi się w głowie. Poszedłem do mamy. Ona widząc mój stan, podskoczyła.
- Dziecko! Co ci się stało!- powiedziała nieco głośno. Przyłożyła dłoń do mojego czoła i skrzywiła się.- Masz gorączkę. Poczekaj zadzwonię po dr Stevena.
- A gdzie Amber?- wyszeptałem. 
- Poszła. Mówiła, że musi coś załatwić. Teraz idź do łóżka, a ja zrobię ci herbatę- wskazała ręką na schody. Wolnym krokiem doczołgałem się do mojego posłania.
Po około godzinie, ktoś zapukał do mnie. Był to lekarz.
- Witaj Niall. Jak się czujesz?
- Źle- sapnąłem i usiadłem na łóżku. Mężczyzna podszedł i zaczął mnie badać. Zadał mi kilka pytań, osłuchał, poklepał i wyszedł bez słowa. Dopiero po kilkunastu minutach, w progu mojego pokoju pojawiła się moja rodzicielka ze smutną miną.
- Ech Nialler. Coś mi się wydaje, że trochę tu posiedzisz- spojrzałem na nią pytającym wzrokiem.
- Co mi jest?- zachrypiałem.
- Masz świnkę. Niby nic poważnego, ale trochę się nacierpisz. Najlepiej by było, żeby ktoś z tobą siedział. Szkoda, że Liam jest w szpitalu.
- A Amber?- cicho spytałem. 
- Jak dobrze pamiętam, nie miała świnki. Nie będziemy jej narażać. Teraz idź przespać się. Przyjdę później. 

Przespałem cały dzień. Kiedy obudziłem się, okazało się, że był już ranek następnego dnia. Muszę przyznać, że lepiej czułem się. Zeszła mi trochę opuchlizna i mogłem już mówić. Usłyszałem dźwięk dzwonka drzwi. Ciekawe, kogo niosło. Po chwili rozniósł się głos mojej mamy.
- Niall masz gościa- zdziwiłem się, bo w końcu moja matka, nie wpuściłaby osoby, która nie zachorowała kiedyś na świnkę.
W tym samym momencie ktoś wszedł do pokoju. Był to Harry, co strasznie mnie zdziwiło. Rozejrzał się po pokoju, jakby kogoś szukał. Gdy skończył, pomachał i usiadł koło mnie.
- Hej Ni.- uśmiechnął się współczująco- Jak się czujesz?
- Co ty tu robisz?- zapytałem, pomijając jego pytanie.
- Przyszedłem cię odwiedzić. Nie było cię w szkole- powiedział jakby z wyrzutem.
- Rano źle się czułem i jak okazało się, mam świnkę. A co martwiłeś się?- zdziwiłem się.
- I to jak cholera. Myślałem, że ta blondyna coś ci zrobiła.
- Masz na myśli Amber?- zaskoczył mnie. Nie odpowiedział, tylko zacisnął rękę na moim ramieniu.
- Jesteście razem?- wycedził przez zęby.  Nie wiedziałem, co powiedzieć, bo w sumie wczorajsza sytuacja była zmyślona, ale z drugiej strony nie chciałem wyjść na dziwaka, który uważa swoją  przyjaciółkę za dziewczynę.
- Ta-aak- zająknąłem się.
- Nie możecie być razem!- krzyknął.
- Harry uspokój się- przestraszyłem się. Styles zaczął chodzić po pokoju, powtarzając w kółko- Nie możecie być razem.
Wstałem z łóżka z zamiarem uspokojenia chłopaka, lecz z momentem, gdy zmieniłem położenie, dostałem zawrotu głowy i przewróciłem się. Harry podniósł mnie i posadził na moim łóżku.
- Wszystko w porządku?- pogładził mój policzek, na którym pojawiło się lekkie otarcie.
- Słabo mi- mruknąłem. Po chwili poczułem silne ramiona, oplatające mnie. Było mi nadzwyczaj dobrze, za dobrze. Myślałem, że odpłynę do krainy Morfeusza, kiedy to kędzierzawy przemówił.
- To ona cię zaraziła. Musisz z nią zerwać- oznajmił.
- Dlaczego?
- Bo jesteś mój i tylko mój. Wykończę każdego, kto będzie próbował mi ciebie zabrać.
- Ale... Nie możesz. Nie możesz decydować o moim życiu- zdenerwowałem się.
- Mogę, wszystko mogę- w jego oczach była dziwna iskra. Podszedł do mnie i wpił się w moje usta. Rozlała się po mnie fala gorąca, ale odepchnąłem go. Nieważne, że byłem cały czerwony. Zwalmy to na chorobę.
- Co ty wyprawiasz?- oburzyłem się- myślisz, że możesz mnie całować, kiedy zechcesz?
- No tak- poruszył znacząco brwiami.
- Wyjdź stąd- warknąłem. Styles zdziwiony moim zachowaniem, odszedł ode mnie.
- Dobrze, potrzebujesz czasu, rozumiem. Jeżeli z nią nie zerwiesz, to komuś może stać się krzywda.- powiedział i wyszedł z mojego pokoju.

Wieczór minął mi dość normalnie. Leżałem na kanapie i oglądałem telewizje, kiedy to moja mama wyszła do koleżanki. Oczywiście nie chciała mnie zostawić samego, ale po godzinnej kłótni, wyszła obrażona. Więc została mi tylko telewizja. Nawet nie mam od kogo pożyczyć zeszytów, żeby nadrobić lekcje. Przecież nie poproszę o nie Harry'ego. Nikogo więc zapewne nie dziwi, że leżę i myślę nad swoim życiem. Jest już koło dwunastej w nocy i w telewizorze lecą same ... no wiecie. Rzeczy przy których jednym słowem można sobie obciągać. Jednak dzisiaj nie mam na to ochoty. To aż dziwne. Wstałem i podszedłem do okna. Była pełnia księżyca. Zauważyliście, że na księżycu są plamki, bo ja pierwszy raz je zobaczyłem. Jako, że to dla mnie  niecodzienny widok, wyszedłem na balkon i wziąłem krzesło. Przy takim widok człowiek uspokaja się,  spostrzega więcej szczegółów, wycisza swój umysł i co najważniejsze, jest w stanie racjonalnie myśleć i podejmować właściwe decyzje. W takim właśnie klimacie rozmyślałem nad różnymi sprawami i doszedłem do kilku wniosków. Po pierwsze, tak naprawdę mam tylko dwójkę przyjaciół. Po drugie, nie wiem jakiej jestem orientacji. Po trzecie Harry mnie zastrasza i na serio zaczynam się go bać. Jedyne co nie daje mi spokoju, to ten pocałunek. On był... inny. Tak to chyba dobre słowo, ale w ogóle Styles jest inny, dziwny, a zarazem intrygujący. Kiedy do mnie podchodzi mimowolnie wstrząsają moim ciałem dreszcze i to jest wkurzające. Chciałbym żeby podobał mi się jakiś normalny chłopak, a nie taki jak kędzierzawy. W związku powinno czuć się bezpiecznie, a po Haroldzie nigdy nic nie wiadomo. Dlatego też muszę zaprzestać o nim myśleć i przestać pragnąć jego dotyku. Usłyszałem ciche pukanie, jednak to nie mogła być moja mama, bo napisała do mnie, że zostaje u swojej koleżanki na noc, bo nieźle najebała się. Kocham w niej to, że zawsze wszystko mówi prosto z mostu. Wstałem z krzesła i szybkim krokiem skierowałem się do drzwi wejściowych. Stała w nich zapłakana Amber. Od razu ją przytuliłem.
- Am, co się stało?- pociągnąłem dziewczynę za rękę i posadziłem na łóżku.
- Pokłóciłam się z matką, znowu. Tylko teraz na poważnie. Powiedziała, że mnie wydziedzicza. - zaniosła się głośnym szlochem.
- Już spokojnie. Przejdzie jej. Znasz ją, zawsze powie o dwa słowa za dużo. Jak na razie zostaniesz u mnie na noc, dobrze?
- Okej.- wtuliła się jeszcze raz do mnie i wskoczyła do łóżka. Nie przeszkadzało jej, że mam chorobę zakaźną, a ja przecież jej nie wyrzucę. Nie chcąc spać na niewygodnej kanapie, położyłem się z nią.

Właśnie śniły mi się latające snickersy, kiedy to usłyszałem dzwonek do drzwi. Że była to 9 rano, a moja mama ma klucze postanowiłem nie otwierać. Było bardzo prawdopodobne, że nieproszony gość, zaraz sobie pójdzie. Jednak był to strasznie uparty człowiek. Nadal nie zamierzałem otworzyć. Jedynie przytuliłem się bardziej do przyjaciółki, która już nie spała.
- Zaraz mnie kurwa szlak trafi- oznajmiła, a ja roześmiałem się na jej słowa.
- A chce ci się otwierać?- spytałem.
- Nieee- powiedziała i jednocześnie ziewnęła.
- Właśnie- wystawiłem jej język.
Po chwili donośne pukanie, zamieniło się w ciszę. Mieliśmy nadzieję, że wkurzająca osoba odeszła, lecz znowu pomyliliśmy się. Dało się słyszeć tylko trzask drzwi, tupot butów o schody i głośne dyszenie. W moich drzwiach pojawił się... Harry. Patrzył w podłogę i próbował uspokoić oddech, kiedy to podniósł burzę loków, jego mina diametralnie zmieniła się.
- Ja tu martwię się o ciebie, dobijam się do drzwi, a ty ją najzwyczajniej w świecie pieprzysz? Tę lafiryndę? Co ja ci wczoraj mówiłem!- krzyczał jak jakiś chory psychiczne. Poprawka. On jest chory psychicznie.
- Hazz to nie tak- spróbowałem mu wytłumaczyć, jednak nie za bardzo mi to wyszło.
- Nie tak? To jak kurwa?!- podszedł do mojej szafki nocnej i kopnął ją.Po chwili zamachnął się i uderzył pięścią o okno, którego szkło poleciało na wszystkie strony, raniąc przy okazji Stylsa dłoń. Słychać było tylko przekleństwa, wydobywające się z jego ust. Gdy przestał, spojrzał na Amber i warknął.
- A ty jeszcze tutaj? Wynoś się stąd dziwko.
- Nie pozwalaj sobie Styles- zacząłem bronić Heard.
- Co ja ci mówiłem? Jesteś mój i gówno mnie obchodzą inni. Zraniłeś mnie i okłamałeś. Nigdy ci tego nie wybaczę!- tym razem wrzasnął, a z jego ręki sączyła się krew i skapywała na moją podłogę. Harold pobiegł szybko na dół. Myślałem, że wyjdzie, ale znów zawiodłem się. Po chwili wparował do pomieszczenia z nożem.
- Ha-ary?- wydusiłem z siebie.
- Spokojnie tobie nic nie zrobię. Muszę pozbyć się tylko jej- wskazał na Amber.
- Przestań!- powiedziałem i spojrzałem na dziewczynę, która płakała. Kędzierzawy niebezpiecznie przybliżał się do niej. Postanowiłem coś zrobić, bo może to źle się skończyć. Spróbowałem go od niej odciągnąć i dopiero za którymś razem na mnie spojrzał. Płakałem i cały trząsłem się. On tylko zbliżył się do mnie i mocno przytulił, po czym szepnął na ucho:
- Zaraz będzie po wszystkim.- westchnął i zbliżył się do blondynki strasznie blisko. Przyłożył nóż do jej gardła, powiedział jej coś cicho i zamachnął się. W ostatniej chwili przyciągnąłem go do siebie i pocałowałem w usta. Harry najwidoczniej zdziwiony upuścił nóż i pogłębił pocałunek. Nie wiecie jak bardzo chciałem go wtedy odepchnąć i zrobić krzywdę, ale dla własnego jak i Amber bezpieczeństwa, wolałem nie ryzykować. Kątem oka zobaczyłem jak dziewczyna ucieka, więc kamień spadł mi z serca. Można powiedzieć, że za bardzo potem się wciągnąłem, bo po 3 minutach loczek siedział na mnie i ściągał ze mnie koszulkę. Jednak w porę oprzytomniałem i go odepchnąłem. Spojrzał na mnie zaskoczony i jednocześnie oburzony. Natomiast ja przetarłem rękoma oczy i pomasowałem sobie skronie.
- Ja pierdole co tu się dzieje?- szepnąłem do siebie. Poczułem jak Harry łapie mnie za dłoń i przygląda się.
- To nic złego. Najważniejsze, że się kochamy i nic nie jest  w stanie nas rozdzielić.
- Że co?- wyrwałem swoją dłoń z jego ucisku.- Nie nie, Harry ja cię nie kocham. Nigdy nie kochałem i  nigdy nie pokocham. Jesteś chory! Chciałeś zabić moją przyjaciółkę  musiałem ci jakoś przeszkodzić i ...- nie dokończyłem, bo spoliczkował mnie.
- Jak mogłeś.... Teraz idziesz ze mną- warknął i wziął mnie na ręce- Spokojnie już mi nie uciekniesz. Nigdy- wrzucił mnie do bagażnika. Usłyszałem tylko dźwięk silnika i jak samochód ruszył. Nie wiem co mnie bardziej przestraszyło, czy to, że nie wiem co chce ze mną zrobić i gdzie mnie wywieźć, czy to, że on ma tylko 16 lat i właśnie prowadzi samochód.

Przepraszam, że dodaję w niedzielę, ale miałam pewne komplikacje. Zdaję sobie sprawę, że ten rozdział mi zbytnio nie wyszedł. Miałam problemy z napisaniem go, bo zbytnio nie wiedziałam o czym. Wiem, że jak na 6 rozdział może wydawać się, że akcja idzie za szybko, bo już całują się, ale w tym momencie to jest normalne i będzie częściej. Tak samo wydaje mi się, że to opowiadanie nie będzie zbyt długie. Jak dojdę do 15 rozdziału to będę szczęśliwa, ale to jeszcze okażę się.
Chciałam jeszcze powiedzieć, że biorę udział w konkursie BLOG MIESIĄCA: MAJ 2013 i byłoby mi miło gdybyście zagłosowali < w komentarzach >  jestem pod 1 na http://wymarzony-swiat-z-1d-official.blogspot.com/2013/05/blog-miesiaca-maj.html
Z góry dziękuję i zapraszam do komentowania :D

piątek, 10 maja 2013

Rozdział 5

Chciałam tylko podziękować za tyle komentarzy i za słowa typu: Jeżeli zawiesisz bloga to cię- i tu wasze pomysły xd Na prawdę pomagały i dlatego zaczęłam już w niedzielę pisać rozdział, żeby dodać w piątek. Wydaję mi się, że jest to najdłuższy ze wszystkich rozdział i nic nie dzieję się. Harry zachowuje się jak małe dziecko, ale powiedzmy, że u niego to normalne :3 Tak więc zapraszam Ach i jeszcze jedno będę pisać oczami Niall'a prawie zawsze. W końcu Harry jest tutaj chory psychicznie. No to teraz was zapraszam!

* Oczami Niall'a *

Powoli otworzyłem oczy i od razu słońce powitało mnie swoimi promieniami. Na początku nie wiedziałem, co robię w szpitalu, lecz gdy tylko zobaczyłem Harry'ego trzymającego moją dłoń, wszystko mi się przypomniało. Chciałem coś powiedzieć, ale zobaczyłem, że kędzierzawy płacze.
- Harry dlaczego płaczesz?- spytałem zachrypniętym głosem.
- To przeze mnie tu leżysz. To ja cię skrzywdziłem- krzyknął i podniósł się z krzesła. Zaczął nerwowo chodzić po pokoju, aż w końcu kopnął śmietnik, który pod jego siłą pękł.
- Harry! Uspokój się. Było, minęło.
- Mogłeś zginąć- upadł na podłogę i wierzgał nogami, jak małe dziecko, które nie dostało zabawki. Nie wiedziałem, co mam w tym momencie zrobić. Nie dość, że bolała mnie strasznie głowa, to Styles rzucał się na ziemi.
- Harold do mnie natychmiast- powiedziałem poważnym tonem. On jak posłuszne dziecko usiadł koło mnie na łóżku i spojrzał na mnie swoimi szmaragdowymi oczami. Momentalnie zaschło mi w gardle, zupełnie nie wiedziałem dlaczego. Gdy uciekłem od niego wzrokiem, Harry zgarnął moją grzywkę z oczu i zbliżył swoją twarz do mojej. Nie mogłem się ruszyć. W tym samym momencie ktoś zapukał. Usłyszałem tylko jak loczek szepnął- cholera.
- Witam panie Horan. Jak głowa?- zapytał się lekarz, na oko koło czterdziestki.
- Dzień dobry. Już lepiej, chociaż ciągle mam wrażenie, jakby mi tam w środku buzowało.- oznajmiłem.
- To normalne. Straciłeś dużo krwi. Jeszcze chwila, a mogło to się dla ciebie skończyć o wiele gorzej. Dobrze, że pan Styles przyniósł cię do pielęgniarki.- na  słowa lekarza poczułem jak Harry wbija paznokcie w prześcieradło. Pogłaskałem go po ręce.
- Kiedy mogę wyjść?- zapytałem, nie puszczając dłoni chłopaka.
- W zasadzie teraz- powiedział doktor, patrząc ostatni raz w moją kartę.
- O to super. Mam tylko pytanie. Czy leży w tym szpitalu Liam Payne?
- Tak, w sali numer 27 na drugim piętrze. Znacie się?
- Tak, jest to mój przyjaciel- odpowiedziałem- Dziękuję.
- Do usług. Uważaj na siebie. Mam nadzieję, że już się więcej nie spotkamy- rzekł mężczyzna.
- Tak- uśmiechnąłem się i wstałem, biorąc przy okazji swoje ubrania.
- Nie możesz do niego iść- usłyszałem za sobą głos. Odwróciłem się i zobaczyłem rozwścieczonego Harry'ego.
- Niby dlaczego?- spojrzałem na niego, jak na idiotę.
- Nie powinieneś spotykać się z nim.
- Nadal nie rozumiem dlaczego.- westchnąłem, biorąc torbę w rękę.
- Booo...- przedłużył ostatnią literę.
- No słucham- cisza.- Więc jak nie masz argumentu, to pozwolisz, że teraz opuszczę pokój i podążę do Liam'a.
- Jeżeli wyjdziesz, to pożałujesz.- usiadł na łóżku, jakby nigdy nic. Postanowiłem jednak zignorować, to co powiedział, więc wyszedłem, prychając pod nosem i głośno trzaskając drzwiami. Zapewne gdybym został, zobaczyłbym na jego twarzy szelmowski uśmiech.

Tak jak lekarz powiedział, skierowałem się do sali numer 27.  Na korytarzu mijałem różne osoby. Począwszy od ludzi z różnorodnymi złamaniami, osobami  na wózkach inwalidzkich, płaczących dzieci, niecierpliwych pacjentów, siedzących na plastykowych krzesełkach, a kończąc na wariatach biegających po korytarzu w tę       i we w tę . Mimowolnie pomyślałem o Harrym. Czy on jest chory psychicznie? Czy naprawdę jest zdolny wyrządzić krzywdę ze skutkiem śmiertelnym? Czy powinienem go unikać, czy może powinienem zaprzyjaźnić się z nim? Coraz to nowe pytania nasuwały mi się na myśl, a na żadne nie znałem odpowiedzi. Przechodząc koło sali operacyjnej, przez szybę dało zobaczyć się chaos, jaki tam panuje. Usłyszałem pikanie aparatury i głosy lekarzy. W tym momencie cieszyłem się, że nigdy nie byłem nawet poważnie uszkodzony, a co dopiero mówić o jakiejkolwiek operacji. Bogu w duchu za to dziękowałem. Gdy już przeszedłem koło sali operacyjnej, stanąłem naprzeciwko drzwi z numerem 27. Pod nosem uśmiechnąłem się i cicho zapukałem. Po chwili usłyszałem ciche- proszę, więc wszedłem. Zobaczyłem bladego przyjaciela, który na mój widok od razu uśmiechnął się szeroko. Kiedy przypomniałem sobie oprawcę Payna, od razu zdenerwowałem się. Było to po mnie widać, bo Liam wziął mnie za dłoń i pociągnął na łóżko.
- Co się stało Nialler?
- Harry. On się stał. Nie mogę uwierzyć w to, że mógł ci coś takiego zrobić. Nie dość, że ja trafiłem do szpitala przez niego, to jeszcze ty. Kto następny?
- Czekaj, co?- spojrzał na mnie zszokowany- Jak to trafiłeś do szpitala?
- Aaaa- dopiero po chwili zrozumiałem, że raczej nie powinienem mu tego mówić. Tylko niepotrzebnie go zestresuję.- Ugh... Po prostu rzucił mną o szafki i rozciąłem sobie głowę. Widzisz?- wskazałem palcem na zaszytą ranę. Liam dotknął mnie w to miejsce, a ja lekko syknąłem z bólu.
- Zabiję drania.- warknął.
- Co?- podniosłem się z łóżka i spojrzałem na chłopaka- no chyba żartujesz- Kiedy Liam miał się już odezwać, do sali wszedł nie kto inny jak Styles. Brązowooki natychmiast podniósł się ze swojego posłania, przy okazji odłączając od siebie przeróżne kabelki.
- Liam siadaj- ponagliłem go ruchem ręki.
- Nie zamierzam- oznajmił i podszedł do kędzierzawego.- Wynoś się stąd i nigdy nie wracaj. No i przede wszystkim zostaw Niall'a w spokoju, bo w przeciwnym razie oberwiesz. Harry na te słowa zaśmiał się ironicznie.
- Ty grozisz mi? Chyba zapomniałeś, że to przeze mnie tu trafiłeś.- brunet podszedł do Liam'a i szepnął mu coś na ucho, lecz nie zdołałem tego usłyszeć. Zauważyłem jak tylko Payne robi się cały czerwony i mówi:
- On nigdy nie będzie twój psycholu.- Harry widocznie wkurzając się, popchnął mojego przyjaciela tak, że centralnie upadł na łóżko i zawył z bólu. Gdy Harry chciał do niego podejść, wyprzedziłem go i położyłem dłonie na jego brzuchu, w celu zatrzymania. Dopiero teraz zauważyłem jakie Harold ma mięśnie. Większe od Liam'a. Czując je pod swoimi palcami, od razu zarumieniłem się i poluzowałem ucisk. Harry tylko zbliżył się do mnie i szepnął mi na ucho - Podoba ci się? Niedługo zobaczysz więcej.- szczerze mówiąc, miałem ochotę przytaknąć głową i zapytać się      o czas i miejsce. Wtedy po raz któryś natknąłem się na jego szmaragdowe tęczówki, które tak strasznie hipnotyzowały. W porę oprzytomniałem i podbiegłem do Liam'a.
- Trzymaj się Li, zaraz pójdę po lekarza- wypowiadając to zdanie ujrzałem ponownie obraz sytuacji, która miała miejsce kilkadziesiąt sekund  temu. Czemu wpatrywałem się tak w niego? To było chore. Tak naprawdę cała ta sytuacja była chora. I Styles też.
Tak jak powiedziałem, pobiegłem po jakiegoś lekarza. Nie chciałem zostawiać tej dwójki razem. Na szczęście, tak sądzę, chłopak o czekoladowych lokach pobiegł za mną. Mówiłem, że lubię czekoladę? Stop Horan o czym ty myślisz- skarciłem się          w głowie.
- Nialler czekaj.- stanąłem.
- Nie masz prawa tak do mnie mówić. To zdrobnienie mogą używać przyjaciele, a ty przestałeś mieć do tego prawo, po tym jak podniosłeś na mnie i Liam'a rękę.- Oczywiście podkoloryzowałem trochę tę historię. Wcześniej też nie miał upoważnienia do zdrabniania mojego imienia.
- Przepraszam- rzekł ze skruchą.
- Mam już dość twojego przepraszania, bo wiesz co- spojrzałem na niego, zamykając kolejne z kolei drzwi w poszukiwaniu lekarza.- one  gówno znaczą.-powiedziawszy to odwróciłem się od niego. Nie słysząc za sobą kroków, zerknąłem za siebie. Loczek stał tam na środku i... płakał. Olałem to jak największy cham, ale cóż należało mu się. Kiedy to już znalazłem wolnego  lekarza, minęło z pięć minut. Idąc tym samym korytarzem, dostrzegłem, że on stoi w tym samym miejscu, więc gdy doktor pobiegł do Liasia , zatrzymałem się przy nim.
- Czemu ryczysz?- zapytałem oschle. Jednak nie usłyszałem nic w odpowiedzi. - Nooo- machnąłem ręką tak, żeby kontynuował.
- Idź sobie- usłyszałem jedynie.
- Jak sobie chcesz- wzruszyłem ramionami i odszedłem od niego kilka kroków, lecz zrobiło mi się go trochę żal, toteż cofnąłem się.
- Chodź tu- rozłożyłem ręce tak, żeby mógł się do mnie przytulić. W sumie wiedziałem, że tylko to go pocieszy i dopiero wtedy powie mi o co znowu chodzi. Tak jak myślałem Harreh podszedł do mnie i wtulił się w moją szyję. Musiał się przy tym schylić, bo rzeczywiście był ode mnie o prawie pół głowy wyższy. Minęło z pięć minut, a my nie poruszyliśmy się nawet o krok. Postanowiłem więc przerwać ten uścisk, który trwał o wiele za długo.
- Teraz mi powiesz, co się stało?- spróbowałem ponownie.
- Tak- szepnął. Wziąłem go pod rękę i wyprowadziłem na dwór. Zapewne lekarz i tak nie pozwoliłby mi na posiedzenie z Paynem, po tym co się stało. Usiadłem na schodku,     a kędzierzawy koło mnie.
- O co chodzi?- zapytałem, patrząc na wschodzące słońce.
- Liam'a traktujesz lepiej niż mnie- westchnął, opierając się plecami o ścianę.
- Tylko o to? Harry jesteś...- szukałem dobrego słowa, ale jedyne co mi chodziło po głowie to- dziwny.- Nie rozumiem cię i raczej nie zrozumiem. Może powinniśmy nie utrzymywać ze sobą kontaktów. Tak będzie lepiej. Udawajmy, że nie znamy się.
Ty zajmij się swoim życiem, ja zrobię to samo ze swoim. Dobrze?- spojrzałem na niego wyczekująco.
-  Dobrze, ale wiedz, że prędzej, czy później będziesz mój. Czy tego chcesz, czy nie.- warknął i  wstał z ziemi. Chciał do mnie podejść, ale w ostatnim momencie  powstrzymał się i odszedł.

Po tamtej rozmowie z Harrym minął tydzień. Rzeczywiście dał mi spokój, ale tylko on. Natomiast Zayn z Louisem mieli ubaw z mojego aparatu na zęby. Jeny, jak się cieszę, że za tydzień go ściągam. Niestety Liam jeszcze co najmniej tydzień zostanie w szpitalu. Lekarz mówił, że są komplikacje ze zrośnięciem jego żeber. Tak czy siak codziennie go odwiedzam. Wracając jeszcze do Stylsa. Dzisiaj wysyłał mi na lekcjach tęskne spojrzenia. Mam wrażenie, że chce coś ode mnie i strasznie obawiam się tego.
Resztę dnia spędziłem w samotności, chociaż można powiedzieć, że gdy nie ma Liam'a to zawsze tak jest. Oczywiście nie licząc krótkich docinek z chłopakami. Po skończonych lekcjach wolnym krokiem skierowałem się do wyjścia. Planowałem dzisiaj też pójść do Liam'a. Zamyślony, potknąłem się na kogoś. Pod nosem burknąłem ciche- przepraszam i odszedłem. W odpowiedzi usłyszałem lekko piskliwe- nic nie szkodzi. Zatrzymałem się i wpatrywałem w plecy, jak okazało się dziewczyny.
- A-amber?- zająknąłem się.
- Niall!- krzyknęła dziewczyna i wtuliła się we mnie.
- Co ty tu robisz?- zapytałem z podekscytowaniem.
- Właśnie wróciłam z pokazu mody w Paryżu i przyszłam odwiedzi mojego najlepszego przyjaciela- oznajmiła, nie przestając uśmiechać się.
- Proszę cię. Na pewno byli tam lepsi i ładniejsi, bez aparatu ortodontycznego. - wskazałem ręką na drut na moich zębach. Dziewczyna roześmiała się perliście i jeszcze raz we mnie wtuliła.
- Tęskniłam Nialler i to cholernie mocno- łzy zaczęły skapywać jej na błękitną sukienkę.- I nawet nie waż się, twierdzić, że ktokolwiek był tam lepszy od ciebie. Ciebie nie da się zastąpić. Chociaż rzeczywiście niezłe ciacha tam były.
- Też strasznie tęskniłem. Ile minęło rok? Nadal nie wierzę, że mimo jest między nami trzy lata różnicy tak dobrze dogadujemy się. No i powiedz mi, jaki jest twój obecny status?
- Zawsze ci powtarzam, że nieważne ile jest lat między nami różnicy. Wiek to tylko liczba. Singielka.
- Nie wierzę. Nie masz chłopaka? No popatrz mogę cię pocieszyć. Wszyscy chłopacy na tym dziedzińcu, na twój widok ślinią się. Nie chciałabyś zostać moją dziewczyną? - spytałem jej, przy okazji wybuchając niekontrolowanym śmiechem.
- Tylko czekałam, aż mnie zapytasz- złapała moją dłoń i zaczęła iść w stronę drzwi wejściowych.
- Amber? Mogę wiedzieć co ty wyprawiasz?- zdziwiłem się zachowaniem przyjaciółki i bliżej przysunąłem ją do siebie. Jeżeli mamy wyglądać jak para, to musi to wyglądać dość naturalnie. Oczywiście, że to było dla żartów, chociaż nie powiem fajne uczucie, kiedy wszyscy ci zazdroszczą takiej dziewczyny.
- Pokażesz mi szkołę.- posłała mi delikatny uśmiech.
- Wiesz, że zaraz z niej wychodzę?- roześmiałem się ponownie.
- Odkryłeś Amerykę- zrobiła młynka oczami. Kiedy to nacisnąłem na klamkę, centralnie przed nami stanęli: Tomlinson. Styles i Malik. W sumie nie wiedziałem, czego się po kędzierzawym spodziewać. Jednak nie wpadł w żadną furię, ani tym podobne. Natomiast ten pierwszy gwizdnął, zapewne na widok Amber.
- Horan, co ty robisz z taką lalunią? To twoja rodzina?- poczułem, jak uścisk Heard wzmocnił się.
- Po pierwsze nie jestem żadną lalunią- blondynka podniosła głos. Zawsze tak się zachowywała, kiedy to ktoś wyprowadził ją z równowagi- A po drugie jesteśmy razem- podniosła nasze splecione dłonie do góry. Normalnie to cieszyłbym się jak głupi, ale widząc wyraz twarzy Harry'ego, mina od razu mi zrzedła.
- Że niby wy jesteście razem? Ty z nim?- Zayn wskazał najpierw na moją przyjaciółkę, potem na mnie.
- Coś ci się nie podoba?- warknęła. Kocham jej charakter. Szkoda, że ja nie potrafię być taki stanowczy.
- No proszę cię ty wyglądasz jak modelka- odezwał się niebieskooki.
- Tak się składa, że jestem modelką- powiedziała i pociągnęła mnie za rękę, znowu.
- W takim razie maleńka, kiedy razem wychodzimy? -spytał się Louis.
- Spieprzaj.
Odwróciłem się, żeby ostatni raz na nich spojrzeć, lecz z nimi nie było Loczka.

- Cześć Nialler!- krzyknęła moja mam z kuchni.
- Przyprowadziłem gościa.- rzekłem, ciągnąc blondynkę do kuchni. Kiedy to moja mama spojrzała się na nas, od razu pisnęła.
- Amber! Kochanie no ile cię tu u nas nie było! Pokaż mi się- moja rodzicielka, zlustrowała ją od stóp do czubka głowy i przemówiła- Ale z ciebie laseczka wyrosła. Szkoda, że Niall jest gejem.
- Co?!- zachłysnąłem się śliną. Heard poklepała mnie po plecach. Kiedy to uspokoiłem się z kaszlem patrzyłem na moją mamę, jak na kosmitę.
- Łatwo się domyśleć. Nie masz dziewczyny, nie raz przyłapałam cię, jak wpatrujesz się w tyłki innych mężczyzn. No i jesteś moim synkiem, jak mogę tego nie widzieć.- uśmiechnęła się.
- Widziałaś mnie i Liam'a tak?- od razu zasugerowałem.
- Ech no tak. Chciałam wyjść na jakąś wróżkę.
- Nie wyszło ci mamuś.- ucałowałem kobietę w policzek i zgarnąłem blondynkę do swojego pokoju.
- No Horan spowiadaj się. Jesteś gejem? I kto to ten Liam? To jeden z tej trójki? Boże oni byli straszni. Chociaż ten w loczkach wydawał się spoko.
- Poczekaj Am. Nie jestem gejem. Nie znasz Liam'a, jest w szpitalu, bo pobił go ten chłopak w lokach. Długa historia, ale...
- Więc mamy całą noc...- powiedziała i położyła się na moim łóżku.
- Czekaj, zostajesz?- spytałem.
- A będę ci przeszkadzać?- zrobiła oczy al'a kot ze shreka.
- Ty? A w życiu! Tylko nie mam materaca....
- Spokojnie- przerwała mi- Będę z tobą spać. Tylko bez skojarzeń Horan! I tak jesteś gejem, więc mnie nie zgwałcisz- przytuliła się do mnie.
- Ale to nie tak na 100%- zacząłem tłumaczyć się.
- Wiem, dlatego też chcę, żebyś mi wszystko od początku opowiedział.
I tak zleciała nam cała noc. Dawno tak dobrze nie bawiłem się. Jednak brakowało mi jej. Jest to jedyna osoba, która mnie nigdy nie oceniała. Czuję się wyjątkowy, mając taką przyjaciółkę. Zasypiając miałem przed sobą te przeklęte szmaragdowe tęczówki, które wyrażały po południu ból. Poczułem jak coś skręca mi się w środku. Postanowiłem jednak nie myśleć o tym i odpłynąłem do krainy Morfeusza z błogim uśmiechem. W końcu nie wiadomo, co życie ma nam jeszcze do zaoferowania.

Okej to chyba najdłuższy mój rozdział. Czekam na szczere opinie. W sumie nie pogardziłabym 17 komentarzami albo chociaż 10 :D Więc chciałam powiedzieć, że nie zawieszam bloga. Cieszycie się?
Plus chciałam tylko powiedzieć, że nie sprawdzałam zbytnio rozdziału, bo spieszyłam się.
No i dziękuję za wszystko <3 Tak więc mogę już iść w spokoju spać przed koncertem :3

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 4

Może na początek przeproszę. Nie dodawałam rozdziału 3 tygodnie.  Rzeczywiście w pierwszym tygodniu, kiedy miałam dodać to nie mogłam, a później jakoś zniechęciłam się. Po pierwsze nikt nawet nie zapytał się, kiedy rozdział, po drugie komentarzy jest ledwo 6, a po trzecie sądzę, że fabuła jest beznadziejna i nie wiem czy mam to opowiadanie dalej prowadzić.

* Oczami Niall'a *

Rano ledwo wstałem z łóżka. Byłem cały obolały.  Gdy wszedłem pod prysznic, przeraziłem się. Na moim brzuchu widniał jeden wielki siniak w kolorze zielono-fioletowym. Przez chwilę myślałem, że może mam uszkodzoną śledzionę, wątrobę, czy jakiś inny narząd. Kiedy odkręciłem kurek z ciepłą wodą ból momentalnie zniknął. Jednak taki prysznic jest kojący. Wyszedłem z kabiny prysznicowej i spojrzałem w lustro. Połowa mojej twarzy wyglądała  jak po jakieś bitwie. Warga przecięta, siniak pod okiem i rozwalony łuk brwiowy. Tylko co ja powiem mamie?  Najwyżej nie będę stawać do niej prawym profilem. Wyszedłem z zaparowanej łazienki i podszedłem do szafy. Wyjrzałem za okno. Pada. Wziąłem czarne rurki, bluzę nike i full capa z ciasteczkowym potworem. Pobiegłem na dół po schodach i ucałowałem szybko mamę w policzek. Tak jak mówiłem wcześniej, stałem do niej lewym profilem i na razie nie spostrzegła niczego dziwnego. Wziąłem jabłko, w końcu ciągle dbam o dobrą sprawność fizyczną. I tak jestem wdzięczny Liamowi, że zmusił mnie do chodzenia na siłownię. Już widać zarys kaloryfera na moim brzuchu. Sądzę, że mięśnie zamortyzowały uderzenie. Podszedłem do blatu i zabrałem kanapki. Zajrzałem przez folię - sałata, ogórek i pomidor. Z boku stała butelka wody.
- Wiesz co Niall, nie znam żadnego chłopaka, a raczej mężczyzny- na ostatnie słowo mamy, zrobiłem młynka oczami.- oprócz ciebie, kto tak dba o linię.
- Przesadzasz - powiedziałem, nie odwracając się do kobiety. - To ja lecę.
- A śniadanie?
- Nie jestem głodny. Do zobaczenia!- krzyknąłem i szybko założyłem trampki.
- Szlak- przekląłem cicho. Pogoda jest paskudna. Mam 5 minut drogi na przystanek, przemoknę do suchej nitki. Westchnąłem i wziąłem telefon. Wykręciłem numer Liam'a. Usłyszałem pierwszy sygnał, drugi...
- Halo- odezwał się mój przyjaciel zachrypniętym głosem.
- Liam! Co się z tobą dzieje? Będziesz dzisiaj, prawda?
- Niall...- chwila przerwy- posłuchaj, nie będzie mnie w szkole. Ty lepiej też nie idź.
- Ale dlaczego?- przestraszyłem się.
- Oni są niebezpieczni. Najbardziej Harry. Leżę w szpitalu z połamanymi dwoma żebrami i rękom.
- Nie wierzę. U mnie wczoraj też był. Mam wielkiego siniaka na brzuchu i roztrzaskaną połowę twarzy.
- Na prawdę? Ale obiecali... Wydaje mi się, że specjalnie mnie tak  urządzili, żebym tylko do szkoły nie wracał. - rzekł spokojnie, ale dało się wyczuć nutę obawy.- Tylko Ni na prawdę uważaj, nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś ci się stało. Może na serio nie idź?
- Liam nie mogę ciągle uciekać. Prędzej czy później ich spotkam. Nie martw się. Odwiedzę cię po szkole, dobrze? A co miałeś na myśli, mówiąc, że obiecali?
- Jasne przychodź. Aaaa to nic ważnego. Chciałem cię jeszcze przeprosić za tamtą sytuację na korytarzu. Dziwnie się zachowałem.
- To już nieważne. W takim razie trzymaj kciuki, żeby mi krzywdy nie zrobili.
- Wiem, będę trzymać. Ni?
- Tak?
- Kocham cię.
- Awww ja ciebie też Li.- powiedziałem i rozłączyłem się. W tym samym momencie podjechał autobus. Wszedłem i zająłem miejsce przy oknie. Zapowiada się dziwny dzień.

- Niall!- usłyszałem kogoś nawołującego mnie i od razu spiąłem się. Powoli odwróciłem głowę i odetchnąłem.
- Josh, nie strasz mnie.
- Wybacz. - uśmiechnął się przepraszająco. Chciałem ci powiedzieć, że jako administrator naszej szkolnej strony internetowej usunąłem te wszystkie zdjęcia. Sam wiesz jakie.
- Dziękuję to dużo dla mnie znaczy, ale wiesz, że możesz im się w ten sposób narazić?
- Wiem, ale mało mnie to obchodzi. Mam nadzieję, że tobie dadzą wkrótce spokój. Cała szkoła mówi o tym, że Liam trafił przez  nich do szpitala, więc uważaj na siebie. - Josh spojrzał za mnie i od razu cały zdrętwiał i głośno przełknął ślinę. Już chyba wiedziałem, kogo mam tam się spodziewać.- Idą. - pokiwałem tylko głową i wymusiłem uśmiech, pt: Nie martw się, poradzę sobie. - A i jeszcze jedno Horan. To oni tak załatwili ci twarz?
- Tak, a mianowicie Styles- powiedziałem i odwróciłem się od kolegi i stanąłem twarzą w twarz z  Harrym. Za nim stali oczywiście Louis i Zayn. Dalej trząsł się jakiś rudy chłopak, którego nie znałem. Następna ich ofiara?
- Rozmawiałeś o mnie?- zapytał się.
- Tak, chwaliłem się jak to mi ładnie przyozdobiłeś twarz.- burknąłem i zamierzałem odejść, ale jego ręka w porę złapała mnie za ramię.
- Nie wiem, czy nie zauważyłeś, ale nie skończyłem z tobą rozmawiać- wokół nas robiła się coraz większa grupka uczniów. Zapewne myśleli, że dojdzie do następnej bójki. Styles spostrzegł narastającą ilość osób i wybuchnął:
- Nie ma tu nic do oglądania. Spierdalać mi stąd! - jak na zawołanie, po chwili ta część korytarza była pusta. Nawet zniknęli jego towarzysze z tym przestraszonym chłopakiem. Słychać było jeszcze jego krzyki. - Zasłużył sobie na to.- Nie bardzo rozumiejąc, spojrzałem na niego pytającym wzrokiem. - Ed- dodał. Zrozumiałem, że chodzi o tego chłopaka. - Chodź za mną.- powiedział surowym głosem i poszedł wzdłuż hallu.
- Gdzie idziemy?
- Nie twój interes.- warknął.
- A jednak to mnie ciągniesz w jakieś miejsce o którym tylko ty wiesz.- powiedziałem takim samym jadowitym głosem.
On najwidoczniej nie wytrzymując, rzucił mną o szafki. W ogóle nie spodziewałem się takiego napadu złości. Podszedł do mnie i pociągnął mnie za kołnierz.
- Nie wkurwiaj mnie!- wrzasnął.
- Nienawidzę cię- wycedziłem przez zęby. Nie musiałem długo czekać na jakiś ruch z jego strony. Ponowił swój ruch i rzucił mną jeszcze raz o te przeklęte szafki. Tym razem ze zdwojoną siłą, aż uderzyłem głową o blaszane rączki. Gdy upadłem automatycznie złapałem się za głowę. Krew. Moje pofarbowane włosy z każdą sekundą nabierały odcienia krwistego. Nie wytrzymałem i tym razem to ja krzyknąłem.
- Zadowolony jesteś z siebie?!
- Niee- spojrzał na mnie wielkimi oczami, w których pojawiły się łzy? Niemożliwe... - Nialler nie chciałem.- Usiadł koło mnie i zaczął mnie tulić do siebie. Co tu się dzieje?
- Zostaw mnie.- Wstałem i zachwiałem się. W porę Harry mnie złapał i przyciągnął do siebie tak, że siedziałem na nim okrakiem. Nie miałem siły się szarpać.
- Nie możesz się tak do mnie zwracać- rzekł całkowicie spokojnie i odgarnął moją grzywkę. Widzisz czym skutkuje nieposłuszeństwo wobec mnie. - Jeszcze raz mnie do siebie przytulił. Osoba przechodząca tędy mogłaby stwierdzić, że wyglądamy jak z horroru. Ja z zakrwawioną głową wtulony w chłopaka. Mój znienawidzony kolega poruszył się, powodując u mnie niemały ból brzuchu. Cicho syknąłem, lecz on to zauważył i od razu spojrzał na mnie tymi zielonymi ślepiami. Podciągnął moja bluzę do góry, gdzie widniał wielki siniak.
- Czy to moja wina?
- Tak- szepnąłem i zasłoniłem brzuch. On mnie z siebie ściągnął i położył na podłodze.                   Przestraszyłem się, co on chce mi zrobić, więc zamknąłem oczy. Poczułem jak znowu podciąga moją bluzę. Byłem pewny, że mnie uderzy, dlatego też cały spiąłem się. On zamiast mnie uderzyć, pocałował mnie raz, drugi, trzeci i tak ciągle dopóki mój cały brzuch nie był obcałowany przez niego. To chyba było gorsze niż oberwanie za nic, dlatego też na wszelki wypadek leżałem w spokoju, póki nie skończy. Gdy ten moment nastał, odezwałem się:
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Skrzywdziłem cię- powiedział, ciągle patrząc na mój brzuch.
- Wcześniej ci to nie przeszkadzało i zapewne jak Liam'a krzywdziłeś to też.- On jakby na samo imię mojego przyjaciela ocknął się.
- Muszę cię trzymać od niego z daleka.
- Dla-czego?- zająknąłem się.
- Powiedz, czujesz coś do niego?
- Co?!- aż poderwałem się z podłogi, wywołując tym ruchem następną dawkę bólu.
- Już spokojnie- pogłaskał mnie po włosach i położył z powrotem. Kątem oka spostrzegłem, że pojawiła się już kałuża krwi pod moja głową. Stylesowi chyba to nie przeszkadzało. - Nadal mi nie odpowiedziałeś na pytanie.
- Oczywiście, że nie- szybko powiedziałem. Przed oczami od razu pojawiła mi się ostatnia sytuacja z Liamem, kiedy to całowaliśmy się, ale to było tak bardziej po przyjacielsku. Jednak wolałem to zachować w tajemnicy.
- To dobrze, bo on twierdzi inaczej.
- Czekaj, czyli Liam niby powiedział ci, że coś do mnie czuje?
- Dokładnie- uśmiechnął się.
- Nie wierzę ci. - on skomentował to śmiechem.
- Pamiętasz ten moment w szkole, kiedy tylko przyszedłeś , a on się speszył i resztę dnia go nie było w szkole?- przytaknąłem. - No to wtedy.
- Ale dlaczego on miałby wam mówić takie rzeczy?- zdziwiłem się
- Powiedziałem mu, że jak nie powie prawdy, to zrobię ci krzywdę- w tym samym momencie przypomniała mi się dzisiejsza rozmowa z Paynem. - No a potem oberwał za to.
- Moment, mam rozumieć, że wycisnąłeś z niego tę informację i potem go skrzywdziłeś?- oburzyłem się.
- Dokładnie. On nie może się w tobie kochać. Jeżeli nie przestanie, to go zabiję. Proste.- patrzyłem na niego z otwartą buzią i oczami.- Ech muszę cię zanieść do pielęgniarki.- Wow dziękuję, że zauważyłeś, że na ziemi jest kałuża krwi z mojej głowy. Miałem ochotę mu nawrzucać. Tylko oczywiście to byłoby za piękne, gdyby od razu mnie tam zaniósł. Najpierw położył się na mnie. Na szczęście zrobił to w taki sposób, że nie ucierpiał na tym mój brzuch. Zaczął po cichu śpiewać nieznaną mi piosenkę i dopiero wtedy zacząłem się bać, a jeżeli on jest niezrównoważony psychicznie i rzeczywiście może zabić Liam'a? Moje przemyślenia przerwał jego głos.
- Jesteś na mnie zły?- spytał smutno.
- A nie powinienem? Urządziłeś mnie tak, że mam połowę twarzy poharataną, na brzuchu wielkiego siniaka i krew sączy mi się powoli z głowy i do tego chcesz zabić mojego jedynego przyjaciela.
- Ja mogę być twoim przyjacielem- rzekł po chwili.
- Nie dzięki.
- Ale dlaczego?- wstał ze mnie.
- Może dlatego, że ty już masz przyjaciół, którzy mnie nienawidzą.- zasugerowałem.
- No i co z tego? - usiadł koło mnie i palcami przejechał po moich ranach na twarzy.
- Harry na ten moment ja się ciebie boję, bo...- nie dokończyłem, bo znów poczułem jego usta na mojej skórze. Pocałował mój łuk brwiowy, oko, policzek i kiedy chciał usta od razu się odsunąłem. Kosztowało mnie to niemało bólu, ale no bez przesady. Nie będzie mnie całował jakiś wariat. On tylko westchnął i wziął mnie na ręce. Czułem pulsujący ból czaszki i widziałem jak za mną ciągnie się pasmo krwi. W tym samym momencie zadzwonił dzwonek. Oczywiście na przerwę, bo całą lekcję przeleżałem na podłodze. Uczniowie wychodzący z sal, stanęli najwyraźniej przestraszeni. Harry tym też się nie przejął, bo szedł spokojnie. Na nasze nieszczęście pielęgniarka miała swój gabinet prawie na końcu korytarza. Nawet przeszliśmy koło Zayn'a i Louis'a, którzy też stali jak wryci. Kiedy już doszliśmy, odetchnąłem z ulgą. Kędzierzawy zapukał i wszedł ze mną do gabinetu. Pielęgniarka od razu podbiegła i zaczęła coś do mnie mówić, ale już nie kontaktowałem. Zdołałem tylko usłyszeć jak Styles mówi, że się przewróciłem na schodach i sygnał karetki. Przez cały ten czas Harry trzymał mnie za rękę i w ogóle nie przejmował się tym, że ma zakrwawione ubrania. Potem tylko wokół mnie panowała cisza i widać było tylko ciemność.

Więc mamy rozdział, nie wiem, czy podoba wam się Harry w roli "wariata" lub osoby z rozdwojoną jaźnią. Nie wiem też, czy rozdział pojawi się za tydzień, bo jadę na koncert do Berlina, ale to się jeszcze okaże.  A teraz chcę wszystkich prosić o zostawienie opinii, bo na prawdę zastanawiam się nad zawieszeniem tego bloga. Tak samo jeżeli sądzicie, że to opowiadanie jest bez sensu, napiszcie. 
Za wszelkie błędy przepraszam :>

sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 3

*Oczami Niall'a*

- Hej Nialler!- zawołał mnie Liam.
- Hej Li - uśmiechnąłem się.
- Jak tam?
- Dobrze, wyspałem się jak nigdy. - zaśmiałem się, ale skłamałem. Nie mogłem w ogóle spać. Śnił mi się Harry, a raczej jego szmaragdowe oczy. Na samo wspomnienie dreszcze mi przeszły po plecach. Po chwili ocknąłem się i zauważyłem, że na holu zrobił się wielki tłok. Spostrzegłem też, że mojego przyjaciela ze mną nie było. Rozejrzałem się wokół, aby znaleźć znajomą twarz, ale nigdzie jej nie było. Można powiedzieć,że już chciałem się poddać i iść pod salę, kiedy to usłyszałem kłótnie. Wolnym krokiem podszedłem do miejsca krzyków. Zobaczyłem tam Zayn'a, Louis'a     i Liam'a. Dalej stał Harry okrążony przez grupkę pustych dziewczyn. Powoli skierowałem się do  przyjaciela. Gdy wszyscy mnie zobaczyli, ucichli.
- Co się tutaj dzieje?- spytałem z nutą niepokoju w głosie.
- Nic nic- odparł szybko Liam.
- No Payne, nie pochwalisz się przyjacielowi, o czym nam mówiłeś?- dobiegł mnie głos Malika.
- Liii?
- Nie ważne, nie twoja sprawa Horan.- warknął i odszedł. Stałem tam jak słup soli i nie mogłem uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałem. Przecież Liam nigdy nie odzywał się do mnie w ten sposób. Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, co ze sobą począć w tamtej chwili. Patrzyłem się tępo w miejsce, gdzie ostatni raz widziałem mojego przyjaciela. Dopiero głos Louis'a sprowadził mnie na ziemię.
- Ooooo przyjaciel cię wystawił? Może go do końca nie popsułeś- zaśmiał się.
Nie wytrzymałem i rzuciłem się na Tomlinsona z pięściami. On nieco zaskoczony i jednocześnie oszołomiony, nie zdołał bronić się. Natomiast ja bez skrupułów zacząłem uderzać go pięściami. Zayn próbował mnie od niego odciągnąć, ale skończyło się tym, że sam oberwał. Zauważyłem, że z nosa mojego wroga sączyła się krew. Tłum, który zajmował się nowym uczniem, przeszedł, aby podziwiać tę bójkę. Słyszałem pojedyncze krzyki i piski. Zdarzało się, że ktoś krzyczał, żeby zawołać nauczyciela. Nic sobie z tego nie robiłem. W pewnym momencie poczułem silne szarpnięcie i jakimś cudem wylądowałem w łazience, cały we krwi. Zsunąłem się po kafelkach na podłogę. Mimowolnie rozpłakałem się. Zapomniałem, że przecież ktoś mnie tu przyprowadził. Pogrążyłem się w rozpaczy. Poczułem jak ktoś kładzie rękę na moje ramie. Otworzyłem powieki i moim oczom ukazał się Harry. W tamtym momencie wolałbym, żeby po prostu stamtąd odszedł.
- Co ty tak beczysz?- zapytał mnie.
Spojrzałem na niego zdziwiony. Myślałem, że inaczej będzie wyglądać jego reakcja.
- Uderzyłem go...- powiedziałem lekko zachrypniętym głosem. On na moje słowa roześmiał się. Miał taki dźwięczny śmiech.
- No i co z tego? Każdemu się zdarza napad furii.- rzekł, jakby to była rzeczywiście, najnormalniejsza rzecz na świecie.
- Mi nie.
- W takim razie jesteś ciotą.- patrzył się przed siebie. Po raz drugi zdziwiła mnie jego reakcja.
- Niby dlaczego?- spytałem go nieco pewniej.
- Nie znam osoby, która nigdy nie wplątała się w jakąś bójkę. Moim zdaniem przesadzasz. Nic się nie stało. Jak to moja mama miała w zwyczaju mówić: "Do wesela się zagoi" Jeżeli w jakiś sposób cię skrzywdził, powinien za to zapłacić.
- Nie wiem czy to robisz specjalnie, ale zaczynam  się ciebie bać.
- I prawidłowo- odparł i wyszedł z łazienki.

W następnej części dnia, nie rozmawiałem z Harrym.  Wydaje się być dziwną osobą, ale zarazem intrygującą. Czy rzeczywiście powinienem bać się go? Nie sądzę. Przecież nic mi nie zrobi. Na korytarzu mijałem jak zawsze ludzi ze szkoły. Tym razem wyglądało to inaczej. Niektórzy mnie mierzyli lub popychali. Natomiast inni zaczęli mówić mi - cześć. Jak widać, też nie przepadają za tym duetem, ale co się dziwić. Louis odkąd pamiętam zastraszał wszystkich.  Nie wiem, czy pamiętacie, jak mówiłem, że Tomlinson raz nie zdał. Było to w drugiej klasie, oczywiście gimnazjum. Przenieśli go do naszej klasy. W tamtym czasie Zayn przyjaźnił się z Liamem. Niestety, kiedy Louis przeniósł się, wszystko się zmieniło. Od tamtej pory jestem przez nich dręczony. No i tak zostało aż do teraz, tylko, że teraz jest gorzej. Oczywiście, nie mógłbym  zapomnieć o dzisiejszej sytuacji. Zapewne tak mi się oberwie, że nie będę mógł chodzić przez tydzień z powodu siniaków. Więc nie zdziwi was fakt, że przez resztę lekcji unikałem go. Z Liamem nie rozmawiałem. W sumie w ogóle go nie widziałem. Nie był na żadnej lekcji po tym zdarzeniu na korytarzu. Nawet nie wiecie jaki byłem szczęśliwy , kiedy to dzwonek zadzwonił. Wybiegłem jako pierwszy z klasy. Wziąłem kurtkę i szybkim krokiem skierowałem się do domu. Na szczęście mojej mamy przez trzy dni nie będzie. Wyjechała na jakąś delegacje. Tak apropos Liam miał do mnie przyjść na noc, ale to taki szczegół, bo raczej nie wybiera się do mnie. Tak więc, gdy doszedłem do domu, rzuciłem buty w przed pokoju, zakluczyłem drzwi i poszedłem do kuchni. Zrobiłem sobie kakao, przebrałem się w dresy, wziąłem chrupki czekoladowe i wlazłem  do łóżka w dużym pokoju. Oczywiście przykryłem się kołdrą i wziąłem tableta do ręki. Jak co dzień najpierw wszedłem na facebooka, a potem na twittera. To co tam zobaczyłem spowodowało u mnie wstrząs. Miałem wrażenie, że zaraz odlecę. Momentalnie pojawiła mi się gula w gardle i oczy zeszkliły się. Na obu stronach było zdjęcie. Przedstawiało mnie. Byłem tam na plaży bez koszulki, w samych spodenkach. Rzeczywiście miałem minę jak pedofil, pomieszaną ze zjaranym Zbyszkiem. Pod spodem widniał napis: Niall Horan, lat  16. Jest to chory psychicznie chłopak. Gwałci dzieci, również kobiety. Najlepiej trzymać się od niego  z daleka i w razie potrzeby dzwonić po policję.
Nie wierzę. Kto mógł coś takiego zrobić? Gdy już zamierzałem zamknąć którąś z kolei kartę z tymi bzdurami, jedna strona przykuła moją uwagę. Była to strona na facebooku naszej szkoły. W opisie tego zdjęcia znajdowało się: Z serdecznymi pozdrowieniami : L.T, Z.M i H.S 
Chwilę się temu przyjrzałem i w końcu zrozumiałem o kogo chodzi. W sumie nie trudno było zgadnąć, że to: Louis Tomlinson, Zayn Malik i  Harry Styles. Moment moment. Harry też z nimi trzyma? Świetnie. No to będę mieć przerąbane. Co najgorsze zostałem teraz sam. Wszyscy się ode mnie odwrócili albo odwrócą. Malik i Tomlinson na pewno to załatwią. W końcu wszyscy ich się boją. Jedyna osoba, która ma ich szczerze w dupie  to Liam, ale nie wiadomo gdzie jest, o co mu chodzi itd. Tak więc na ten moment jestem zupełnie sam. Moje przemyślenia przerwał dzwonek do drzwi, na którego dźwięk wzdrygnąłem się. Mam złe przeczucia. Po cichu podszedłem do judasza, sprawdzić kto mnie nawiedza. Na moje nieszczęście tajemnicza osoba zasłoniła prawdopodobnie ręką otwór. Jednego mogłem być pewien. Nie była to osoba, którą lubiłem. Postanowiłem nie otwierać. Myślałem, że może ten ktoś sobie odpuści, lecz tak się nie stało. Znowu usłyszałem dźwięk dzwonka i do tego donośne pukanie. Nerwowo podrapałem się po głowie i spojrzałem przez okno. Było już ciemno. Osoba stojąca na zewnątrz najwidoczniej była niecierpliwa, bo hałasowała coraz bardziej. Stwierdziłem, że otworzę drzwi. Najwyżej szybko je zatrzasnę. Powoli przekręciłem zamek i uchyliłem drzwi. Przede mną stał, nie kto inny jak Harry Styles. Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, czy cieszyć się, płakać, czy Bóg wie co jeszcze zrobić.
 - Harry? Co ty tutaj robisz?- zapytałem, próbując zachować spokój.
- Przyszedłem odwiedzić swojego kolegę.- uśmiechnął się cwaniacko.
- Wybacz, on nie ma czasu- chciałem zatrzasnąć drzwi, ale uniemożliwił mi to, wkładając stopę do przedpokoju.
- Jednak wydaje mi się, że znajdzie chwilkę.- odpowiedział.
- Czego chcesz?- spytałem. On jednak nie odpowiedział od razu. Najpierw z kieszeni kurtki wyciągnął papierosa i podpalił go zapalniczką. Potem zaciągnął się nim i dmuchnął dymem wprost na mnie. Automatycznie zacząłem kasłać, lecz on nic sobie z tego nie robił i przemówił:
- Chcesz zapalić?
Trochę zaskoczony pytaniem zawiesiłem się, kiedy oprzytomniałem od razu  zaprzeczyłem. On wybuchnął śmiechem.
- Ach no tak zapomniałem. Ty jesteś świętoszkiem, ale spokojnie niedługo to się zmieni.
- Co masz na myśli?- poczułem, jak kropelki potu pojawiają się na moim czole.
- Domyślam się, że widziałeś nasze, a raczej twoje zdjęcie. To jest dopiero początek. Jesteśmy w stanie zrujnować ci życie, a przede wszystkim ja jestem w stanie to zrobić.
- Nadal nie rozumiem....
- Masz robić wszystko co ci każemy. Nie ma odmowy. Będziesz naszym hmm... waflem.
- Co?!- zerwałem się z łóżka.- No chyba śnisz. Nie zmusicie mnie...
- Hahahahaha nie doceniasz nas. Wiedziałem, że nie zgodzisz się tak od razu, więc zajęliśmy się, jak mu tam.. Liam? Tak, zajęliśmy się Liamem. Jutro go nawet nie poznasz.- znowu roześmiał się.
- Co mu zrobiliście?- rzuciłem się na niego z pięściami, lecz Harry był szybszy ode mnie i jednym ruchem, zablokował mój cios i przy okazji usiadł na mnie okrakiem.
- Mały, nie masz ze mną szans.
- Czym ty jesteś?- wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
- Ja?- pomyślał przez chwilę i zbliżył się do mojego ucha- twoim największym koszmarem- ugryzł płatek mojego ucha i wstał. - Do zobaczenia jutro w szkole Nialler.
Nic nie odpowiedziałem. Czekałem, aż po prostu wyjdzie. Jednak on tego nie zrobił. Podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy.
- Nie pożegnałeś się.
Nie wydałem z siebie nawet dźwięku.
- Daję ci ostatnią szansę- warknął.
- Wyjdź.- burknąłem. Miałem nadzieję, że to podziała i że wyjdzie, lecz to co on zrobił przeszło moje najśmielsze myśli...
Podszedł i uderzył mnie prawym sierpowym. Jednym uderzeniem rozwalił mi pół twarzy. Krew leciała ze mnie ciurkiem. Kiedy usiadłem , on kopnął mnie w brzuch. Leżałem na wznak. Styles  kucnął i zlizał krew z mojej brwi, policzka i ust. Pogłaskał mnie po włosach i wyszedł.
W co ja się wpakowałem? Z trzęsącymi rękoma poszedłem do łazienki, umyć się. Na koniec położyłem się do łóżka i próbowałem zasnąć, ale to nie jest takie proste, kiedy wiesz, że twoje i twoich bliskich życie jest zagrożone.

W sumie  to trochę późno, ale najważniejsze, że jest. Jeżeli są błędy stylistyczne i interpunkcyjne lub niespójność tekstu to przepraszam. Dzisiaj całą noc nie spałam i ledwo żyję.Wiem, że w tym rozdziale nic się nie dzieję, ale na razie mogą  być takie ja ten. Nie wiem kiedy możecie spodziewać się prawdziwego Narry'ego. Tak więc czekam na wasze opinie i do zobaczenia. :*
PS W 2 rozdziale jest błąd. Zamiast szmaragdowe oczy, napisałam bursztynowe. Dziękuję za zwrócenie uwagi ^^

piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 2


Niech to dunder świśnie >.<    so zapraszam na rozdział :D

* Oczami Niall'a *

- Nialler! Wstawaj ktoś do ciebie przyszedł! - usłyszałem głos mojej mamy. 
Leniwie usiadłem na łóżku i spojrzałem na zegarek – 6:12
- Kogo niesie o takiej godzinie?- wrzasnąłem zdenerwowany. Fakt, nie jest to weekend, ale gdy mam na 9 w poniedziałki, wolałabym wyspać się i wstać o 8:30.
Zirytowany wstałem i ściągnąłem z siebie spodnie. Stałem na środku w pokoju, w samych bokserkach i patrzyłem w okno. Po chwili usłyszałem charakterystyczne dla drzwi skrzypnięcie. Odwróciłem się i spostrzegłem, jak przyjaciel mi się przygląda.
- Li? Czy ty właśnie pożerasz mnie wzrokiem?- zaśmiałem się.
Niebieskooki zarumienił się, jak dojrzały pomidor.
- Wcale cię nie pożeram- burknął.- Po prostu wszedłem i spojrzałem na ciebie. Nie pochlebiaj sobie. Możesz się już ubrać?- spojrzał na mnie wyczekująco.
- A co przeszkadza ci?- poruszyłem znacząco brwiami.
- Pff. Po prostu czuję się niekomfortowo patrząc na prawie nagiego przyjaciela. – wytłumaczył.
- Czyli ani trochę cię to nie podnieca?- zapytałem.
 - Niall! Przestań tak myśleć! Nie jestem homo.- krzyknął oburzony.
- Tak tylko przypominam, że moja mama jest na dole- roześmiałem się. – Czyli mam rozumieć, że jeżeli usiądę na tobie to twój przyjaciel nie stanie?- nie czekając na jego reakcję, usiadłem na niego okrakiem. Jakoś mnie nie odepchnął.
- N-niall co ty wyprawiasz?- spytał przestraszony.
- Ciii- szepnąłem zmysłowo do jego ucha i przejechałem ręką po jego plecach. Poczułem jak przechodzą po nim dreszcze. Drugą ręką postanowiłem dotknąć go gdzie indziej, więc ścisnąłem go niespodziewanie za krocze. On tylko pisnął i zrzucił mnie ze swych kolan. Wyglądał teraz jeszcze gorzej niż wcześniej.
- Ty zboczeńcu! – wstał z łóżka i nerwowo chodził  po pokoju. Natomiast ja ledwo powstrzymywałem w sobie śmiech. – To w ogóle nie jest śmieszne! – dodał.
W tym momencie nie wytrzymałem i wybuchnąłem donośnym śmiechem. Mój przyjaciel spojrzał na mnie, jak na jakiegoś wariata.
- Prze-prze-praszam – dusiłem się ze śmiechu.
- Ugh… Jesteś beznadziejny.
Wstałem, żeby pocałować go w policzek, lecz Payne niespodziewanie odwrócił głowę w moją stronę. Tak więc niechcąco nie natrafiłem na policzek, tylko na jego usta. Natychmiast odskoczyłem.
- Li to to było niechcący- zająknąłem się, widząc jak wszystko gotuje się w nim.  Od razu poczołgałem się na koniec łóżka, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Już chciałem coś powiedzieć, kiedy to Liam przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Wytrzeszczyłem oczy i znów chciałem coś powiedzieć, ale nie było mi to dane, bo jego język wpełzł do mojej buzi. Szczerze mówiąc, zawsze uważałem osoby innej orientacji, za chore psychicznie, a teraz sam całowałem mojego najlepszego przyjaciela i muszę przyznać, że podobało mi się to. Przyciągnąłem go bliżej siebie. Tym razem, to on na mnie usiadł i badał rękoma całe moje ciało. Zabrzmi to głupio, kiedy powiem, że to mój pierwszy prawdziwy pocałunek. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że tak nie powinniśmy robić, więc przerwałem pocałunek. Payne spojrzał na mnie lekko zaskoczony. Spojrzał na mój brzuch, na którym siedział i odsunął się ode mnie. Przez kilkanaście sekund patrzyliśmy na siebie, w ogóle nie odzywając się.
- Niall jaa…. Nie wiem co mnie napadło- jęknął.
Oboje byliśmy na twarzach bordowi. Powinienem coś powiedzieć, ale nie potrafiłem…
- Wiesz to może ja już pójdę.- powiedział i skierował się do drzwi.
- Nie, zostań- rzekłem nieco zachrypniętym głosem i pociągnąłem za rękę. – Po prostu jestem w szoku- przyznałem się.
- Ta wiem… - powiedział.
Ruchem ręki zgarnąłem go do nieśmiałego uścisku. Co z tego, że nadal byłem tylko w bokserkach i że przed chwilą całowałem się z nim. Nadal jest moim jedynym przyjacielem. Liam zaczął jeździć ręką po moich plecach. Poczułem ciarki na całym ciele. Mimowolnie uśmiechnąłem się i mocniej wtuliłem w chłopaka. Rękę włożyłem pod jego koszulkę i poczułem mięśnie. Od razu jęknąłem.
- Li… Ja też chcę mieć takie mięśnie.
- Hahaha mówiłem ci, żebyś chodził ze mną na siłownię.
- Najwidoczniej za mało- wystawiłem mu język.
- Rzeczywiście rok to za mało- zaśmiał się perliście, a ja poczułem jak rozlewa się po mnie przyjemne ciepło.
- Dobra, to teraz zacznę z tobą chodzić, naprawdę. – przysięgłem. 
- Powiem ci, że i tak wyglądasz seksownie- w tym samym momencie włożył palce pod moje bokserki i pociągnął za gumkę.
 - Au!- pisnąłem.
Liam już wyszedł z pokoju. Zdążyłem tylko za nim krzyknąć:
- Zboczuch!
Szybko wziąłem prysznic i ubrałem na siebie niebieską koszulkę polo, czarne rurki. Wziąłem plecak i zbiegłem na dół. W korytarzu ubrałem białe Nike i granatową jeansową kurtkę. Spojrzałem na siebie w lustrze.
- Ugh… To w ogóle nie pasuje- szepnąłem do siebie i poprawiłem ręką włosy. W pewnym momencie ktoś położył dłonie na moich bokach.
- Fajnie wyglądasz. Możemy już iść? Jest  już  8:30
- Jasne- uśmiechnął się czule i ująłem go pod pachę.

-Dzieci uspokójcie się!- wrzasnęła nasza wychowawczyni. – Cisza!- nie poskutkowało. – Jeżeli nie uspokoicie się wstawię wszystkim jedynki.- W tym samym momencie było cicho jak na żałobie. W sumie to złe porównanie. Wszyscy ładnie ułożyli się na krzesłach. Siedziałem w ławce z Liamem. W sumie na każdym przedmiocie z nim siedzę, oprócz muzyki, ale to długa historia. Za nami siedzieli nie kto inny jak Zayn i Louis. Wspominałem, że ich nienawidzę? Tak? To powtórzę to jeszcze raz.  N-I-E-N-A-W-I-D-Z-Ę    I-C-H  Dobra mniejsza o to.  Chciałem wrócić do słuchania nauczycielki, ale coś, a raczej ktoś mi przeszkodził.
- Psst! Horan- zawołał mnie Malik.
- Czego?
- Ostatnio słyszeliśmy, że zabawiałeś się w lesie z cheerleaderkami – wybuchnęli śmiechem. Oczywiście, że to było kłamstwo. Jak zawsze chcieli się ze mnie ponabijać. Horan spokojnie. Jeszcze pół roku z tymi dupkami.
- Niall słuchasz mnie?- automatycznie odwróciłem się na słowa pani Stewart.
- Tak, przepraszam- powiedziałem ze skruchą. 
- No dobrze. Chciałam wam przedstawić nowego ucznia. Pochodzi z miejscowości Holmes Chapel. Mam nadzieję, że przyjmiecie go z otwartymi rękoma. Panie i Panowie przed wami Harry Edward Styles. W tym samym momencie wszedł do sali wysoki chłopak o burzy brązowych loków. Dziewczyny, aż pisnęły z wrażenia. No nie powiem, wydawał się być przystojny. Dobra co ja gadam, on jest przystojny. Miał na sobie czekoladowe rurki, białą koszulkę i czarną marynarkę. Ale stop Niall o czym ty myślisz. To wszystko przez Liam'a. Na samo wspomnienie dzisiejszego ranka mimowolnie uśmiechnąłem się. Odwróciłem głowę i wtedy napotkałem jego oczy. Duże szmaragdowe. Przez chwilę się na mnie patrzył, a ja nie mogłem od niego odwrócić wzroku. Zahipnotyzowało mnie jego spojrzenie tak mocno, że aż poczułem dreszcze od czubka głowy, aż po stopy. Natomiast on przerwał nasz kontakt wzrokowy i uśmiechnął się dumnie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak bardzo znienawidzę te bursztynowe oczy.

Przepraszam, że tak późno i że jest krótki i trochę nudny. Moje wytłumaczenie? Choroba i na dodatek problemy z sercem ;/ Mam nadzieję, że chociaż trochę wam się spodoba. Liczę na wasze opinie :D

sobota, 30 marca 2013

Rozdział 1

* Oczami Harry'ego *

- Harold! Natychmiast do kuchni! - usłyszawszy głos rodzicielki, spiąłem się. Wiedziałem, co mnie czeka.
- Tak mamusiu?- uśmiechnąłem się szeroko.
- Nawet nie próbuj mnie udobruchać- krzyknęła jeszcze głośniej.
- Ale...
- Jeżeli ojciec się dowie o tej całej sprawie, zanim coś wymyślimy, to nie ręczę za niego.
- Wszyscy tylko nie on...- powiedziałem przestraszony.
- Może przydałaby ci się dobra metoda wychowawcza- powiedziała nieco spokojniej i usiadła przy stole.
- Przecież wiesz, że on prawdopodobnie by mnie uderzył. Taka jest jego metoda wychowawcza.- warknąłem.
- Nie takim tonem do matki!- wstała z krzesła.
- Bo co? - zaśmiałem się jej w twarz.
W tym samym momencie usłyszałem trzask zamykanych drzwi.
- Cześć rodzinko! - zawołał mój ojciec. Dzisiaj ma za dobry humor. To podejrzane.
- Harry'ego wyrzucili ze szkoły!- wypaliła w pewnym momencie moja matka.
- Co?- zmierzył mnie wzrokiem.
- Tato tylko się nie denerwuj.- powiedziałem na zapas.
- Jak mam się nie denerwować?! Harry to jest już trzecie szkoła w tym roku. Była już prywatna, to co może teraz do katolickiej? - mówił mój tata, chodząc w kółko po przedpokoju.
- Nie, tylko nie to. Przecież wiesz, że ja tam nie pasuje- jęknąłem, obawiając się, co teraz może nastąpić.
- To już mnie nie obchodzi.- sapnął.
- Ale....
- Powiedz mi co znowu zrobiłeś?
- Ugh... Po prostu na lekcji, pani od matematyki zaczęła się mnie o coś czepiać, to ja zrobiłem jej na złość i na lekcji zapaliłem papierosa. Potem wylądowałem o dyrektora i on mi prawił kazanie, więc wyszedłem.- powiedziałem to tak, jakby to była najbardziej rzeczywista rzecz na świecie.
- Wiesz co, ja już do ciebie nie mam cierpliwości.- rzekł i wszedł do swojego gabinetu.
Zmieszany pobiegłem za nim, chcąc wiedzieć, co zamierza teraz zrobić.
- I co dalej?- stanąłem za nim.
- Nie będziesz chodzić do gimnazjum w Holmes Chapel.
- Co? Ale tato ja mam tu przyjaciół!- krzyknąłem.
- To nie jest twój największy problem. Wyślemy cię do babci w Londynie. Będziesz jej przy okazji pomagać, zamiast chodzić na imprezy.
- Nie zgadzam się! - widząc minę mojego taty, szybko zacząłem się cofać. 
- Albo grzecznie pójdziesz się spakować, albo inaczej porozmawiamy- po chwili zaczął ściągać pasek, ze swoich spodni.- Więc?
- Nie zrobisz tego. Nie masz prawa- powiedziałem drżącym głosem.
On tylko zaśmiał mi się w twarz. Spojrzałem w jego oczy i zauważyłem coś w stylu nienawiści. Wiedziałem, że nie żartuje, więc kiedy podszedł do mnie, wymachując paskiem, ja uciekłem do swojego pokoju. Pierwszy raz od dosyć długiego czasu popłakałem się jak małe dziecko. Wziąłem pierwszą lepszą torbę i spakowałem swoje ubrania. Niestety tak jak myślałem połowa się nie zmieściła. Zleciałem na dół po schodach do sypialni rodziców i bez pytania zabrałem walizkę. Schowałem w niej następne ciuchy. Tym razem wszystko się zmieściło. Telefonem zrobiłem zdjęcie mojego pokoju i skierowałem się do kuchni, gdzie siedziała moja kochana rodzinka. Czuć ten sarkazm? W przedpokoju postawiłem torby i wszedłem do pomieszczenia. 
- Daj mi pieniądze na pociąg- to zdanie skierowałem do mojego ojca. 
On jakby nigdy nic się nie stało, wyciągnął portfel i chwilę mu się przyglądał.
- Posłuchaj mnie.- zaczął- Dam ci moją kartę kredytową i gotówkę. Tylko nie ciesz się, bo będę sprawdzać stan konta. Więc tu masz 300 złoty.- dał mi do ręki banknoty- a tu kartę. Nie zgub jej.- zabrałem od niego to co należało mi się i poszedłem po walizki.
- Nawet się nie pożegnasz? - dobiegł mnie cichy głos mojej rodzicielki.
- Żegnam was i mam nadzieję, że już nigdy nie będę musiał tutaj wracać- warknąłem, patrząc na ojca.                 
- Pozdrów babcię!-usłyszałem jego cyniczny śmiech.

Zawsze wydawało mi się, że mam szczęście. Rodzice mnie kochali, mój tata jak dyrektor najlepszego liceum w Holmes Chapel zarabia bardzo dużo. Zawsze miałem wszystko, czego chciałem. Miałem przyjaciół. I teraz naprawdę zdałem sobie sprawę, jak szybko to straciłem. Postanowiłem jak na razie nie wyczerpywać mojego stanu konta w telefonie, więc poszedłem do mojego najlepszego przyjaciela- Zick'a.
Wszedłem na werandę i zbliżyłem się do drewnianych drzwi. Zapukałem. 
- Hej Harreh!- chłopak wtulił się we mnie.
- Hej!- odpowiedziałem. 
-Więc co się stało?- zapytał mnie, siadając na kanapie.
- Dlaczego miałoby się coś stać?
- Po pierwsze rzadko kiedy do mnie przychodzisz, a po drugie jesteś biały jak ściana. 
- To aż tak bardzo widać?- potarłem ręką o skronie.
- Niestety, więc?- ponaglił mnie ruchem ręki.
- Wywalili mnie ze szkoły.
- Co?!- zerwał się z kanapy.- Jednego dnia mnie tam nie było, a ciebie już wywalono?
- To nie jest najgorsze. Ojciec wyrzucił mnie z domu i kazał przenieść się do Londynu do mojej babci, żebym chodził do jakieś prestiżowej szkoły. Co najlepsze mam nie wychodzić na imprezy, tylko zajmować się babcią! - spojrzałem załamany na przyjaciele, lecz on tylko wybuchnął  niepohamowanym śmiechem. 
- O Boże...- sapnął przez śmiech.- Nie wierzę. 
- Tak, dzięki za wsparcie. Przyszedłem się pożegnać.
- Co?- spytał zaskoczony- Na serio wyjeżdżasz?
- Ta. Nie chcę się narażać ojcu. Dał mi do zrozumienia, żebym był samodzielny.
- Kurwa stary, co ja bez ciebie zrobię?
- Haha nie wiem. Byliśmy najpopularniejsi w szkole, ale spokojnie w następnej szkolę popamiętają mnie . Będą pluć sobie w brodę, że mnie przyjęli. Nie minie miesiąc, a tu wrócę.
- Co zamierzasz?
- Znajdę sobie jakiegoś bachora i można powiedzieć, że będę jego najgorszym koszmarem. Tak mu zjebie życie, że będzie chciał umrzeć. Będę jego cieniem.....
- I to w tobie kocham Curly.- Zick mnie przytulił, a ja ostatni raz uścisnąłem go i odszedłem. Kazałem mu jeszcze pozdrowić swoją rodzinkę i poszedłem na dworzec. Zapowiada się genialny semestr.

Tak wiem, że późno dodaje. Miałam dodać wczoraj. Przepraszam ;c To przez to święcenie jajek ;/
Chciałam podziękować za tyle komentarzy, na prawdę to dużo dla mnie znaczy. 
Rozdziały będą się pojawiać co ok.tydzień. Chyba, że rodzice kupią mi tableta, to mogą pojawiać się częściej.
Za wszystkie nominacje dziękuję i obiecuję, że odpowiem przy następnym rozdziale.
Osoby, które nie czytają mojego bloga, a prezentują swojego bloga w komentarzach niech się odbębnią!  Dziękuję za uwagę c;

piątek, 22 marca 2013

Prolog

No to moją przerwę szlak wzięło, zapraszam na prolog ;>

* Oczami Niall'a *

25 luty. Środa. 6:55 - szepnąłem do siebie, zwlekając się z łóżka.
Ubrałem moje kapcie w kształcie słoni i ślamazarnym krokiem poszedłem do łazienki. Prysznic wraz z ubraniem się zajmuje mi zwykle 20 minut. Mówię to jakby kogoś to obchodziło. Jak co dzień zszedłem do kuchni, całując mamę w policzek i siadając przy stole. Rodzicielka podłożyła mi pod nos talerz z płatkami i przemówiła:
- Nialler czemu jesteś taki nieobecny?
- Hmmm?- ziewnąłem.
- Znowu nie spałeś w nocy, co?- nie dawała za wygraną.
- Po prostu musiałem trochę pouczyć się.
- Znowu? Niall za dużo się uczysz. Cieszę się, że masz takie dobre oceny, ale co z przyjaciółmi. Co z tego, że będziesz miał wykształcenie, jeżeli będziesz samotny?
- Chciałbym ci przypomnieć, że ty nie masz wykształcenia i też jesteś samotna- powiedziałem podirytowany. Dopiero po chwili zrozumiałem jak to zabrzmiało. - Mamo, ja nie chciałem....
- Wiem, wybacz, ale pójdę do siebie- uśmiechnęła się sztucznie i poszła do pokoju. Będzie płakać, jestem tego pewien. Zawsze tak jest, kiedy wspomnę o moim tacie lub sytuacji, która jest z nim związana. W tym przypadku tak jest. Moja mama nie ma wykształcania  przez mojego tatę. Jak już się zapewne domyśliliście nie mam ojca. Zostawił nas 2 lata temu, bo poznał jakąś młodszą laskę. Nie wnikam. Nie raz chciał się ze mną spotkać, nawet zaczął mnie przekupywać, ale to nie działa na mnie. Nienawidzę go. Za to co zrobił mojej mamie.
Szybko pobiegłem za moją rodzicielką.
- Mamuś przepraszam,  ja na prawdę nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało- jęknąłem zrozpaczony.
- Wiem kochanie- kobieta zamknęła mnie w matczynym uścisku.- Po prostu nie chcę, żebyś był sam, bez przyjaciół, dziewczyny. - Na to ostatnie zdanie wywróciłem oczami o 360 stopni.
- Mamo, mam Liam'a. Josh'a, Mike'a i Amber.- wymieniłem moich przyjaciół.
- No niby tak, ale z drugiej strony ja też mogę powiedzieć o Ewuni z na przeciwka, że jest moją przyjaciółką, bo codziennie widujemy się w sklepie.- na te słowa uderzyłem się w twarz otwartą dłonią.
- Co masz na myśli?- spytałem.
- Chodzi mi oto, że z nimi przyjaźnisz się w szkole, no oprócz Amber, bo ją akurat znasz od dzieciństwa. Liam'a widziałam raz w życiu, kiedy przyniósł ci lekcje. Szczerze mówiąc myślałam, że będziesz chodzić na imprezy, nawet postanowiłam, że przymknę oko, jak wypijesz jedno piwo, ale nie mogę, bo ty pod tym względem jesteś idealny! - I w tym momencie trochę się speszyłem. Na prawdę jestem taki nudny, że moja mama ma takie, a nie inne zdanie na mój temat?
- Dziękuję, że poprawiłaś mój humor! Słychać ten sarkazm?
- Ojej synek, mówię tylko co uważam.
- Dobra wiesz co, ja idę do szkoły- mruknąłem.
- Ale obiecaj mi coś. Dobrze?
Przytaknąłem.
- W weekend zaproś kogoś do siebie na noc. - teatralnie wywróciłem oczami i poszedłem do kuchni. Kto by widział, żeby matka kazała zapraszać kogoś na noc. Ten świat spada na psy....
Gdy już miałem wychodzić z domu, dobiegł mnie głos mojej mamy:
- Wziąłeś śniadanie?
- Tak mamooo!- krzyknąłem.
- A kochasz mnie?- usłyszałem po chwili.
- Mamo, ta codzienna gadka jeszcze ci się nie znudziła? Oczywiście, że się kocham!- powiedziałem już nieco ciszej, przytuliłem ją i zniknąłem za drzwiami.
Droga do szkoły zajmowała mi 10 minut normalnym krokiem. Tak apropo mieszkam w domku jednorodzinnym, tak jakby ktoś się nie domyślił. Gdy doszedłem do szkoły, cicho westchnąłem. Nie lubiłem tego miejsca, jedynym pozytywem byli moi przyjaciele, a największym minusem moi, hmmm wrogowie? Tomlinson i Malik. Jednym słowem śmiecie. Wyżywają się na mnie na każdym kroku. Najpierw zaczęło się od obraźliwych uwag, a na razie skończyło się na popychaniu na szafki, albo przechodzących ludzi. Miło, nie powiem. Moim ratunkiem zawsze jest Liam. Można powiedzieć, że obrania mnie i wszczyna się z nimi w awanturę. Kiedyś to byli najlepsi przyjaciele. Trzymali się we trójkę no i w końcu ja przyszedłem i szlak trafił ich przyjaźń. Chociaż moim zdaniem to nie moja wina, tylko oczywiście na kogoś trzeba było zwalić, więc czemu nie na biednego Niall'a?
- Li!- krzyknąłem, kiedy zobaczyłem mojego przyjaciela.
- Nialler- podszedł do mnie chłopak i wtulił się we mnie.
- Co za czułe powitania Horan! To tak po przyjacielsku, czy może coś więcej?- zaśmiał się Zayn, a za nim w ślady poszła cała ekipa, w tym Louis. Byli najpopularniejsi w szkole i na moje nieszczęście chodziłem z nimi do klasy.
- Nie martw się nimi- Liam przyciągnął mnie do siebie.
- Liam, nadal nie rozumiem jak możesz zadawać się z taką ofermą-  warknął Louis.
- Z tobą jakoś mogłem- odpowiedział mu Payne.
- Nie wiesz co tracisz! - krzyknął Zayn i razem z paczką zniknęli za ścianą.
- Mam ich serdecznie dość- powiedziałem ze łzami w oczach.
- Wiem ja też, ale będzie dobrze, zobaczysz. Jeszcze tylko pół roku tej szkoły i pójdziemy do normalnego liceum, bez tych dupków.
- Nie wiesz tego- mruknąłem, siadając na parapecie.
- Proszę cię, nie dostaną się do klasy tam, gdzie my idziemy.- uśmiechnął się.
- Obyś miał rację.
Cały dzień minął mi dość szybko, oczywiście nie obyło się bez komentarzy na mój wygląd, sposób chodzenia jak i mówienia. Czy na prawdę normalni ludzie nabijają się ze wszystkiego? Czasem mam ochotę coś sobie zrobić, ale po chwili przypominam sobie, że mam dla kogo żyć. Nie zostawię mamy, ani Liam, ani kogokolwiek z moich przyjaciół. Nie odbiorę sobie życia przez takich głupich debili. Dlatego moje motto to : "Jutro będzie lepiej" I za każdym razem ta sama myśl : Oby...

Tak więc witam was z prologiem. Jednak przez te pół roku za bardzo się przyzwyczaiłam do pisania, więc jak na razie nie będzie żadnego urlopu. Możecie się domyśleć, że pierwsze kilka/kilkanaście rozdziałów będzie nudne, za co na wstępie przepraszam. No i cóż co mogę jeszcze powiedzieć, mam nadzieję, że ta historia przypadnie wam do gustu. Ach no i z góry przepraszam, jeżeli osobowości w tym powiadaniu, mogą być podobne co w tamtym. Możliwe, że jeszcze moja podświadomość, nie pożegnała się z tamtą historią. Osoby, które chcą być informowane, niech napiszą mi swojego tt lub gg, cokolwiek.
Kontakt ze mną możecie znaleźć na:
tt- Eliza_B1D
ask- http://ask.fm/ElizaB1D
gg- 4726210

Teraz czekam na wasze opinie. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tu ze mną jest c: